}

Na skraju czasu znajduje się odludne cmentarzysko, na którym pochowane są ludzkie marzenia, niewyrażone miłości, pomysły, których nikt nie odważył się zrealizować. Czasami można potknąć się o kartki dopiero co rozpoczętej książki, czy słuchawki telefonu, które zamarły w oczekiwaniu na rozmowę.

Niektórzy zostawiają tam część siebie i odchodzą, żyjąc tylko w połowie i starając się wyprzeć z siebie to, co tam pozostawili. Wyrzec się siebie. Są też tacy, którzy zostali już tam na zawsze. To Ci, których wypełnia żal, złość i poczucie winy, bo wiedzą jak mogłoby wyglądać ich życie, gdyby tylko …………….  (wpisz tutaj, co zechcesz). Najsmutniejsze w ich obecności na cmentarzysku jest to, że mogliby go opuścić w każdej chwili, gdyby tylko zakasali rękawy i krok po kroku zaczęli wędrować w stronę tego, co dla nich ważne. Ale to już wymaga odwagi, bo wybór siebie nigdy nie jest wyborem komfortowym.

Czasami pojawi się tu jakiś szaleniec, który krzyknie- „bój się i rób; dość czekania; jeden mały krok -czasami to wystarczy; masz w sobie wszystko, czego potrzebujesz”. Ale nikt go tam nie słyszy, albo nie chce słuchać.

Nie można wyrzec się siebie, ot tak. Za taką zdradę płaci się bardzo wysoką cenę. Zdrada karmi się Tobą, emocjami, zdrowiem, poczuciem własnej wartości, relacjami. Nie tylko stajemy się uboższe, ale również osierocone. Czasami uda się zapomnieć, nie myśleć i żyć, jakoś tak nie pełnie. Ale to, co porzucone, co jakiś czas powraca. Raz słabiej, raz mocniej daje o sobie znać. I tnie, jak nożem, a kolejne rany już nie goją się tak szybko. Przykrywamy je uśmiechem, zdaniem „u mnie wszystko w porządku”, pracą, jedzeniem, przesiadywaniem w necie.

Każda z nas idzie przez życie z własnymi ranami i bliznami. Z własnym ciężarek na plecach. I mam takie ciche marzenie, aby końcówka tego roku stała się takim czasem zrzucania tego ciężaru, „pozbierania kości” z cmentarzyska i wyzwolenia siebie.

Nie chcę zagrzewać Cię do walki, bo walką jestem już zmęczona. Prawie każdego dnia, czy to w trakcie sesji indywidualnych, czy warsztatów, które prowadzę, widzę, jak kobiety walczą o siebie, o swoje prawa, marzenia, potrzeby. Jak upadają w tej walce i znów się podnoszą. I to jest piękne. Ale nie da się żyć cały czas w stanie wojny ze sobą, w stanie wojny ze światem. Tak dziwnie się składa, że w tych momentach, w których postanawiamy odłożyć broń na bok i odsłonić, uczymy się o sobie najwięcej. Bo to moment prawdy, na który tak rzadko się decydujemy.

Więc dzisiaj odłóż broń, zawieś walkę. Pokaż siebie.

Wybierz się na cmentarzysko i odszukaj swoje marzenia, fragmenty siebie, które próbowałaś ukryć przed światem. Nie wstydź się ich.   To, co będzie Ci niezbędne w trakcie tej wyzwoleńczej podróży to bezwzględna szczerość i zaangażowanie. Powiedzenie „tego pragnę”, ale „tak bardzo się boję”, wymaga odwagi. Ale kiedy wyrzucisz z siebie to, co skrywasz, będzie Ci lżej na sercu.

Proś o to, czego potrzebujesz, bo nikt nie powiedział, że musisz być sama w tym wszystkim. Nikt nie musi dźwigać ciężaru w pojedynkę. Może nikt nie poniesie go za Ciebie, ale może iść obok ze swoim własnym.

Możesz być częścią zmian, ale tylko, wtedy, gdy wyjdziesz z cienia. Odłóż broń. Zawieś walkę. Pokaż siebie.

Pin It on Pinterest

Share This