}

Dzielenie się własnym dziełem bywa przytłaczające, zwłaszcza wtedy, kiedy jego wartość mierzy się ilością lajków, udostępnień, czy słowami uznania. Oczekiwanie na akceptację ze strony odbiorców może całkowicie pozbawić nas radości z tworzenia i skutecznie powstrzymać nas przed pokazywaniem światu tego, co skrywamy w sobie.

Pomysły, marzenia, idee grzęzną w błocie niezdecydowania, bo  ?boję się tego spróbować? staje się wystarczającym argumentem, by powstrzymać nas przed stworzeniem bloga o gotowaniu, nauką języka portugalskiego, lekcją tanga, czy założeniem własnej firmy.

Witaj po ciemnej stronie kreatywności.

Kreatywność jest w cenie. To dzięki niej możesz czytać te słowa, bo kiedyś ktoś wpadł na pomysł, aby stworzyć komputer, internet, czy bloga. Czyż to nie cudne wynalazki? Raczej nie dowiemy się, co naprawdę czuli ich twórcy przed podzieleniem się swoim dziełem ze światem- zdenerwowanie, lęk, a może ekscytację pomieszaną ze stresem. Piszę o tym, dlatego, że często zakładamy, że ludzie, który odnieśli sukces nie borykają się z wątpliwościami, czy lękiem, a to nieprawda (tutaj mały dowód). Dodatkowo umniejszamy wartość swojej pracy żywiąc przekonanie, że nikogo nie zainteresuje to, co mamy do zaoferowania.  A brak odzewu, czy słowa krytyki nie oznaczają, że to, czym się dzielisz nie jest ważne i potrzebne i w żaden sposób nie umniejsza to wartości Twojej lub twojego dzieła.

 

Blizny kreatywności, czyli jak wysoko wchodzisz?

Ostatnio byłam świadkiem takiej oto scenki. Obok placu zabaw, na którym stał wielki pająk służący do wspinaczki, chłopcy ochoczo zabrali się do dzieła pokonując liny prowadzące na górę. Dziewczynka, która była razem z nimi z równą zaciętością wspinała się w górę. Tę zabawę przerwał głos jej mamy  dobiegający z placu zabaw- „zejdź w tej chwili, dziewczynki nie wchodzą tak wysoko”. Chyba domyślasz się zakończenia tej historii. Problem w tym, że historia nie kończy wraz z zejściem w pająka.

Czy pamiętasz moment z przeszłości, kiedy usłyszałaś podobne słowa lub przekaz, który dotyczył Twoich umiejętności,a właściwie ich braku? W badaniach przeprowadzonych przez B. Brown, aż 85 % osób pamięta incydent z dzieciństwa, który wpłynął na ich postrzeganie siebie. Jeszcze bardziej porażające jest to, że prawie połowa tych wspomnień dotyczyła momentów, w którym osoby te usłyszały słowa podważające ich kreatywne umiejętności ?nie jesteś dobra/dobry” w pisaniu, czytaniu, tańcu, czy innej twórczej dziedzinie. Z tymi bliznami idziemy przez życie, pozwalając, aby definiowały nasze poczucie własnej wartości i szacowały możliwościami rozwoju i osiągnięć.

4 jeźdźców kreatywnej apokalipsy

Cudze opinie zabiją ludzką kreatywność, ale tylko wtedy, gdy zaczynamy wierzyć ich prawdziwość i gdy te opinie uznamy za własne. I jakby tego było mało my również dokładamy swoje trzy grosze- mistrzostwo w komplikowaniu sobie życia również okazuje się ciekawą dyscypliną, którą można uprawiać na olimpijskim poziomie.  A ponieważ kobiety słyną z gościnności, często przyjmują z otwartymi rękoma nieproszonych gości, którzy nawiedzają ich w pojedynkę lub z całym zgranym zespołem. Poznaj ich.

Lęk przed porażką

?Co, jeśli upadnę? Och, moja droga, co, jeśli pofruniesz??.

Nie tolerujemy niepewności. Oczekujemy gotowego planu na życie, ściśle określonej drogi, która krok po kroku doprowadzi nas do celu. Jednak taki plan nie istnieje z bardzo prostego powodu-nie żyjesz w hermetycznym kręgu. Droga zmienia się wraz z Twoim rozwojem, a porażki, potknięcia i upadki są częścią tej drogi. Porażka boli, to nie podlega dyskusji,  czasem nawet bardzo, ale jeszcze bardziej bolą niezrealizowane marzenia.

Jednym z największych darów, jaki posiadamy to możliwość dokonywania wyborów. I o ile nie mamy trudności z zrzucaniem winy na kogoś (bo przecież kurs był do niczego, bo przecież nie zmotywowała mnie do nauki, bo przecież?) o tyle mamy problem z wzięciem pełnej odpowiedzialność za siebie i dokonywane wybory. Możesz obawiać się porażki (każdy się boi), ale nie musisz wybierać życia w lęku i pozwalać, aby to on podejmował za Ciebie decyzje.

Perfekcjonizm

Jeśli nie wiesz, jaką kobietą chcesz być, zajrzyj do internetu, włącz telewizję, czy weź do ręki czasopismo.  Z każdej strony jesteśmy bombardowani obrazami, które mówią nam jakie mamy być, jak mamy wyglądać, jak mamy się zachowywać. I pomimo coraz głośniejszych haseł o byciu sobą i autentyczności, to presja BYCIA PERFEKCYJNĄ jest coraz bardziej przytłaczająca.

Perfekcjonizm to narzędzie, które ma chronić przed krytyką, odrzuceniem, czy bólem. Jednak zawsze znajdzie się ktoś, komu nie spodoba się to, co robisz. Zawsze znajdzie się ktoś, kto z chęcią obrzuci Cię błotem. Ale znajdą się też osoby, które czekają na to, co robisz i którym Twoja praca może ułatwić życie. I to właśnie na nich koncentruj swoją uwagę.

Miażdżący brak wiary w siebie

To zadziwiające, jak wiele potrafimy dać innym, a jak mało sobie. Kiedy bliskie osoby potrzebują wsparcia, jesteśmy przy nich. Kiedy bliska osoba traci zapał w realizacji ważnego dla niej celu, motywujemy ją do działania. Kiedy my chcemy zrobić coś ważnego dla siebie, podcinamy sobie skrzydła. Wymówek jest wiele: ?nie mam odpowiedniego wykształcenia, za mało wiem, nie umiem tego zrobić (więc po co próbować), nie jestem dość ładna, mądra, zgrabna, wygadana, pewna siebie, na pewno mi się nie uda?. Mogłybyśmy tak wymieniać bez końca. Brak wiary w siebie trzyma w ryzach marzenia, cele i potrzeby, a za tym brakiem kryje się miażdżące przekonanie, że nie jestem warta tego, aby coś osiągnąć, aby zrobić coś dla siebie. Dzieląc się własnymi darami czynimy lepszym świat wokół, ale wzbogacamy również nasze własne życie.

Blokada twórcza

?Nie mogę się skupić, nie mam natchnienia, więc nie będę teraz pracować?. Oczekujemy, że natchnienie spłynie na nas, jak tylko usiądziemy do pracy. Prawda jest inna. Bez względu na to, czy jesteś malarką, pisarką, blogerką, lekarką, czy prowadzisz swój biznes, sukces wymaga pracy, pracy i jeszcze raz pracy. Jeśli chcesz czekać, aż duch kreatywności spłynie na Ciebie i natchnie Twoje dzieło, śmiało, czekaj dalej.

 

Napisz w komentarzu, który jeźdźca odwiedza Cię najczęściej i jak sobie z nim radzisz?

 

3 komentarze

  1. Stawiam na lęk przed porażką.
    Jak sobie radzę – chyba sobie nie radzę. Mnożę scenariusze w głowie próbując przewidzieć co się może wydarzyć mimo, że wiem iż nie da rady tego przewidzieć. No czasami zbiegiem okoliczności się udaje ale wtedy mówię sobie – a widzisz,sama się o to prosiłaś.

  2. U mnie chyba najwięcej broi lęk przed porażką. Ale każdy z nich w sumie po trochu się objawia.
    Moja recepta to wyłączyć myślenie i robić swoje. W najgorszych momentach zaglądam po prostu do mojej listy „to do”, wybieram czynności, które mogę wykonać w miarę mechanicznie i działam po kolei.

  3. Dostrzegam u siebie wpływy każdego z jeźdźców. Mogę powiedzieć, że w różnych konfiguracjach odwiedzały mnie one dość regularnie. Jeżeli jednak miałabym wybrać jednego z nich, który wysuwa się na czoło, to jest to brak wiary w siebie! Przez wiele lat byłam swoim najsurowszym sędzią i jechałam po sobie równo, porównując się z innymi i dowalając sobie. W moim wnętrzu każde kiełkujące pragnienie, odzywająca się raz po raz twórcza inicjatywa, chęć podjęć kreatywnych działań, były blokowane przez głos wewnętrznego krytyka, który mówił, że nie dam rady, że nie warto, że jestem gorsza od innych w czymś, więc to bez sensu robić coś, bo i tak nie osiągnę sukcesu, że brak mi doświadczenia, kompetencji, wiedzy, że nie mam odpowiednich cech osobowościowych itp. itd. W sumie to częściej wierzyłam w możliwości osób ze swojego najbliższego otoczenia, kibicowałam im, pomagałam im, dodawałam słów otuchy. Dla siebie samej nie byłam jednak tak serdeczna, nigdy nie miałam tyle wiary i nadziei co do swojej własnej osoby, nigdy z taką mocą i wiarą nie spoglądałam na swoje możliwości, talenty, umiejętności. Od paru lat próbuję to zmienić, ale dopiero ostatnie 2 lata faktycznie widzę poprawę. Oczywiście nic nie dzieje się samo w życiu. Aby osiągnąć pozytywne rezultaty zaczęłam systematycznie pracować nad sobą poprzez afirmacje, nagradzanie siebie, codzienne wypisywanie swoich mniejszych i większych sukcesów, chwalenie samej siebie, poszerzanie krok po kroku swojej strefy komfortu, udział w warsztatach rozwojowych. Nareszcie czuję, że stałam się swoją sojuszniczką i w końcu tę wiarę w siebie zbudowałam, choć to oczywiście pewien proces i nadal nie ustaję w pracy nad swoim własnym rozwojem.

Pin It on Pinterest

Share This