}
Bez względu na to, co chcesz zrobić i osiągnąć, ten głos jest przy Tobie i z uporem maniaka przypomina, że się do tego nie nadajesz i na pewno Ci się nie uda. Jasno dając do zrozumienia, że choćbyś nie wiadomo, jak się starała, i tak nigdy nie będziesz dość dobra.

 

Głos, który niemal z chirurgiczną precyzją odnajduje najczulsze miejsca i dokonuje nacięć, swym wyszczerbionym ostrzem pozostawiając emocjonalne szramy. Nie działa po omacku,  siłę czerpie z poczucia Twojej wartości. Coraz mniej Ciebie. Aż z czasem zaczynasz czuć się niewidzialna dla innych, a nawet dla samej siebie. Wiesz, że coś jest nie tak, ale przez lata wmawianie sobie, że to nieistotne, przyniosło swój skutek. Przez nieustanne zagłuszanie potrzeb, emocji, uczuć, skrywanych marzeń, popadłaś w emocjonalną nieuczciwość. Ciężar, który z czasem staje się nie do udźwignięcia. Cienka linia odgradzająca od rozpaczy i szaleństwa.

Kłamstwo powtarzane wielokrotnie staje się prawdą, więc zaczynasz wierzyć, że faktycznie nie jesteś dość dobra, dość ładna, dość mądra, dość silna. Łatwo zaplątać się w tą sieć, a im bardziej starasz się uwolnić, plączesz się coraz bardziej. Bo już sama nie wiesz kim jesteś i wymyślasz siebie od nowa, raz za razem. Zaczynasz tęsknić za prawdziwą częścią siebie, choć może nigdy nie było wam po drodze. Bo spełnianie cudzych oczekiwań, dostosowywanie się, rezygnowanie z tego, co dla Ciebie ważne, jest bardzo czasochłonnych i żmudnym zajęciem.

Zadowalasz. Wszystkich i wszędzie. Miłe i grzeczne dziewczynki tak przecież robią, a Ty jesteś grzeczna, prawda? Kiedy to się nie udaje, dochodzisz do wniosku, że coś musi być z Tobą nie tak. Wszyscy sobie tak świetnie radzą, ale nie Ty. Ty nie robisz postępów, nie pamiętasz, co znaczy cieszyć się czymś tak po prostu. Wewnętrzny spokój i zabawa to nie dla Ciebie. Wciąż wszystkiego za MAŁO.  Wewnętrzny przykaz i przymus, aby dążyć do perfekcji wyznacza rytm. Musisz pracować więcej i jeszcze więcej. Aby sprostać oczekiwaniom, aby być lubianą, aby uniknąć krytyki i zranienia, aby czuć się bezpiecznie. Ale ten głos nie znika, pobrzmiewa echem,  przeszywa na wskroś- NIGDY DOŚĆ DOBRA.

Jeśli dorastałaś z przekonaniem, że miłość jest równoznaczna z zadowalaniem drugiej osoby to twoje życie przypomina nieustanną służbę- służbę w imieniu potrzeb drugiego człowieka. Ale bez względu na to, jak bardzo będziesz się starać, Twoje wysiłki pozostaną nieodwzajemnione. Wraz z brakiem zaspokojenia drugiej osoby, czujesz pustkę i jeszcze większą potrzebę, aby postarać się następnym razem trochę bardziej. Wierzysz, że tylko tak zasłużysz na miłość, szacunek i szczęśliwe życie. Ta gra w zadowalanie kładzie się cieniem na emocjonalne życie, potęgując zniekształcony obraz samej siebie, brak poczucia bezpieczeństwa, nie doceniania własnych umiejętności, wątpliwości, zamartwianie się tym, co nie wyszło lub tym, co przed, poczucie, że nigdy nie jestem w niczym dobra. Błędne koło toczy się dalej.

Autentyczność, bycie w pełni sobą są kuszące i gdzieś tam w środku szarpią wrażliwe struny. Tęsknisz za nieskrępowanym wyrażaniem siebie i obawiasz się go równocześnie.  Bo masz świadomość, że trudno być sobą w świecie, w którym z każdej strony narażeni jesteśmy na wyśmianie, krytykę i okrucieństwo. A pragnienie, aby się wyróżnić, bywa tłumione przez potrzebę bycia bezpieczną. Więc tkwisz dalej w sieci.

Czy wiesz, że badania przeprowadzone przez Dove pokazały, że tylko 2% kobiet opisuje siebie jako piękne i tylko 13% jest zadowolonych ze swojej wagi i sylwetki.

Poprawiamy i ulepszamy siebie na okrągło.  I tak głosy niewystarczalności nie milkną. Kiedy na jednym z moich warsztatów poprosiłam dziewczyny, aby opisały, jak uczucie niedostatku przejawia się w ich życiu oto, co powiedziały: Nie jestem dość dobra. -Nie można mnie pokochać (albo przestanie, jeśli odkryje jaka jesteś naprawdę); -Moja wartość wynika z tego, co robię, a nie z tego, kim jestem; -Nigdy nie jestem zadowolona z tego, co robię ; Wciąż mało wszystkiego; jesteś beznadziejną matką; Nie mogę patrzeć na siebie, jestem odrażająca; Wstydź się; -Nigdy nie znajdziesz pracy/męża/szczęścia.

To są takie chwile, kiedy ból ściska moje serce, bo widzę w tych kobietach to, czego one same nie potrafią dostrzec w sobie. I co gorsza, sądzą, że w tych odczuciach są osamotnione. Smutna prawda jest taka, że te głosy dotykają każdą z nas.

Co więcej, wykształcony lęk przed krytyką potęguje przepaść, bo przypuszczasz, że inni patrzą na Ciebie i oceniają Cię według Twoich kryteriów. Czy może być coś bardziej przerażającego?- zapytałam Monika, uczestniczka jednego z moich warsztatów.

W pogoni za byciem kochaną kobiety akceptują nawet to, co niszczy je od środka. Trwają w nieszczęściu karmione nadzieją, że przecież musi być lepiej, że przecież zrozumie, doceni, pokocha. Trwają, nawet za cenę utraty siebie

Akceptacja wiąże się z tym, kim naprawdę jesteś, a nie z tym, w jakim stopniu jesteś w stanie sprostać cudzym oczekiwaniom! I jeśli chcesz żyć całym sercem, autentycznie, to musisz zacząć od pokochania najważniejszej osoby na tym świecie- siebie samej.

Ucz się tej miłości. Pomimo niedoskonałości, niedopiętych jeansów, fałdków na brzuchu, zawalonego projekty, słów krytyki. Ucz się tej miłości i bądź w niej nieugięta!

Choć niedoskonałe, jesteśmy w tym razem!

P.S. Jeśli chcesz przestać przejmować się tym, kim powinnaś być i zaakceptować to, kim jesteś, sprawdź, jak kurs Dary niedoskonałości w oparciu o pracę Brene Brown może Ci w tym pomóc. Kliknij w zdjęcie i ucz się miłości razem z nami.

Magda

Pin It on Pinterest

Share This