}

Agnieszka Prucia, założycielka Misiury. Kiedy myślę o Agnieszce, przychodzą mi do głowy dwa słowa: delikatność i siła. Zapraszam Cię do jej pięknego i twórczego świata.

Agnieszkę znajdziesz tutaj:

Życie autentyczne to…

…takie, w którym jest miejsce na śmiech i łzy. Na dni totalnego szybowania po niebie i takie, gdy padasz twarzą do ziemi, wyjąc jak ranne zwierze. Na uczciwe nazywanie tego co czujesz, nawet jeśli nie chcesz tego czuć, bo to zbyt trudne.

Jak sama na co dzień praktykujesz autentyczność?

Najkrócej rzecz ujmując: zgadzam się na siebie. Na siebie pogodną, radosną i tę mroczną, z trudnymi uczuciami. Nieustanna nauka, by zaakceptować swój cień to dla mnie największe wyzwanie.

Dlaczego tak trudno jest nam lubić siebie?

Może dlatego, że nie wzrastaliśmy w atmosferze afirmacji tego kim jesteśmy i jest dla nas raczej nienaturalne zachwycać się tym jacy jesteśmy, ile już osiągnęliśmy, z jak wieloma trudnościami się zmierzyliśmy, tylko wciąż widzimy o ile za mało, niezbyt i za daleko od jesteśmy.

Co oznacza dla Ciebie „wykazywać się wielką odwagą”?

Skoczyć w przepaść, mimo, że wszyscy współczują mi srogiego upadku; a ja mam nadzieję, że czeka na mnie ciekawa podróż w dół, z pięknymi krajobrazami, doświadczeniami i być może jednak niezbyt twardym lądowaniem 🙂 A czasami – najprościej: powiedzieć co czuję…

Wrażliwość to

…to mieć w sobie więcej łez niż Ocean Arktyczny i nie bać się w tłumie obcych ludzi, dać im płynąć. To świadomość, że jesteś tak krucha, że można Cię zabić jednym słowem, ale to także cała paleta barw doświadczania świata – w zachwycie.

W książce „Z wielką odwagą” Brene Brown pisze, że wrażliwość to niepewność, ryzyko i groźba zranienia naszych uczuć. Biorąc pod uwagę tę definicję, co wciąż dla Ciebie jest wrażliwym tematem, osobiście lub zawodowo?

Zawodowo to na pewno wrażliwość, jaką dzielę się z innymi w mojej glinie. Moja ceramika, która mówi o rzeczach ważnych, czasem mało popularnych to taki świat, który łatwo odrzucić, bo jest wymagający. Bo konfrontuje nas z tym jak żyjemy i jak chcielibyśmy żyć. Inspiracje do tekstów na moich pracach czerpię z osobistych doświadczeń – z drogi jaką przeszłam w rozwoju osobistym, więc towarzyszy mi poczucie stania przed tłumem obcych ludzi, w całkowitej prawdzie.

Każdy z nas pragnie być odważnym w życiu, w pracy, w relacjach. Jednak to nie jest takie proste, jak byśmy wszyscy chcieli. Jakie Ty toczysz zmagania, aby wykazywać się odwagą?

Odkąd wiem, że wiele moich emocji, reakcji to głos wewnętrznego dziecka, rozmawiam z tym małym brzdącem, dodając mu odwagi. Czasem toczymy poważne dysputy, rozbieramy na części pierwsze dany problem, a potem skaczemy w przepaść z nadzieją, trzymając się za spocone ze strachu ręce.

Żyjemy w świecie, w którym krytyka jest wszechobecna. W jaki sposób  pozostajesz otwarta na informacje zwrotną, dzięki której możesz być lepsza w tym, co robisz , a w jaki sposób radzisz sobie z krytyką, która jest okrutna  i może czynić wielkie szkody?

To bardzo trudny temat. Wciąż jestem w procesie dbania o fundamenty. Jeśli one są stabilne – a mam na myśli samoocenę, miłość do siebie, uporządkowanie przeszłości – jesteśmy bardziej odporni. Ale, gdy chwiejemy się w posadach, bo fundamentów brak – krytyka może nas psychicznie zabić. Myślę, że bardzo często nasz wewnętrzny krytyk jest tak srogi, że niewiele więcej musi stać się niejako „z zewnątrz”, byśmy upadli. Ale w upadkach nie ma nic złego, są tylko przystankami przed kolejnym etapem drogi.

 

„Jeśli będziemy często postępowali z wielką odwagą, nie unikniemy upadków”. Co było Twoim najcięższym upadkiem zawodowo lub osobiście?

Wszystko, co na danym etapie życia wydawało mi się katastrofą i upadkiem, z perspektywy czasu okazywało się tylko fragmentem większej całości i to dobrej całości. Utrata pracy, choroba, straty, które robiły miejsce na NOWE… przekuwałam je na pozytywy i szanse, co czasem wymagało nadludzkiego wysiłku…

Twoja recepta na podnoszenie się z upadku…

Najpierw chowam się do nory, liżę rany, trochę też tonę w oceanie łez a potem sprawdzam, czy świat nadal istnieje, zastanawiam się na czym skończyłam i wracam… szukając słońca.

Jak radzisz sobie z chwilami zwątpienia?

Najnaturalniejsze dla mnie jest wygadanie swojego zwątpienia przed bliskimi osobami. Poranne strony, podczas których „wypisuję się” ze swojego zwątpienia też dają mi ogrom wsparcia. Ale czasami nie radzę sobie zupełnie – jak każdy z nas i wtedy wiele dobrego przynosi czas.

Wstyd ma dwa przesłania- za kogo Ty się uważasz i jesteś nie wystarczająco dobra. Kiedy chcesz zrobić coś odważnego w Twoim życiu, jakie przesłanie posyła Ci Twój krytyk wewnętrzny?

Najczęściej chce mi powiedzieć, że się skompromituję, że brakuje mi czegoś (w zależności od sytuacji), by sobie poradzić, czyli że nie jestem wystarczająco dobra.

Jaka jest Twoja reakcja/odpowiedź na ten głos?

Od kilku miesięcy prowadzę z nim bardzo stanowczy i skuteczny dialog. Gdy on nie ustępuje, zatykam uszy i idę swoją drogą – zazwyczaj okazuje się, że nie miał racji a ja cieszę się ze swojej małej glorii.

Gdybyś na 5 minut dostała dostęp do stacji radiowej i miała pewność, że usłyszą Cię wszystkie osoby na świecie to,, co chciałabyś im przekazać?

Że warto rozliczyć się z przeszłością. Że zawsze warto marzyć i spełniać swoje marzenia. I że życie jest za krótkie, by tracić czas na strach i czekanie.

Gdybyś miała przykleić swoje motto na koszulkę to, co by to było?

Zdecydowanie „don’t be so hard on yourself”. Myślę, że zbyt wiele czasu w życiu tracimy na dopieprzanie się do siebie, a za mało w nas miłości do siebie i zgody na to jacy jesteśmy.

Załóżmy, że masz składankę muzyczną Twojego życia. Jaka jedna piosenka na pewno by się tam znalazła i dlaczego?

Zdecydowanie tash sultana, z utworem „jungle”. Gdy jej słucham, chcę tańczyć, chwycić odstawiony kilka miesięcy temu bas i wyrazić wszystko, co pragnie być wyrażone.

Co jest najlepsze w byciu w Twoim wieku?

Smak spełnionych marzeń. Mądra zgoda na większość tego, z czym nie godziłam się przez wiele lat. Łagodność wobec siebie i decyzja, by przestać tkwić w przekonaniach, które mnie ograniczają lub niszczą. Świadomość, że to – w najlepszym razie – połowa mojego życia i szkoda czasu na pierdoły takie jak np. myślenie w kółko: co inni o mnie pomyślą albo co będzie jeśli…

Dziękuję za rozmowę.

Pin It on Pinterest

Share This