}

Zdj. Sylwia Bartyzel

Tytuł dzisiejszego artykułu narodził się przypadkowo w trakcie  jednej z moich wędrówek, kiedy maszerując z psiakami przez park, usłyszałam krzyk matki:  „przestań oglądać się na te psy, zaraz się wywrócisz, patrz pod nogi”. Uśmiechnęłam się do dziecka z nadzieją, że zrozumie, że nie robi nic złego. Z prędkością światła te słowa zaczęły dudnić w mojej głowie. I tak się zaczęłam zastanawiać, jak to jest z tym oglądaniem się za siebie, zamiast patrzeniem na to, co przed nami. I naszła mnie ochota, aby z wami dzisiaj o tym porozmawiać.

Możemy żyć tym, co było, w kółko rozpamiętując przeszłe zdarzenia, krzywdy, w gniewie wypowiedziane słowa, tęskniąc za tym, co utraciliśmy. Możemy rezygnować z życia, które trwa obecnie, aby rozpływać się w przekonaniu, jakie to jesteśmy biedne, bezradne i skrzywdzone. I może faktycznie, ktoś kiedyś złamał Twoje serce (okres żałoby jest częścią procesu), ale nie da się siebie zbudować na nowo, kiedy stoisz na rozżarzonych węglach minionego życia. Sama podsycasz ogień i wypalasz się nieustannie.

A co, jeśli nagle wpadłby Ci do głowy taki szalony pomysł, aby zatroszczyć się o siebie?

Wiem, kompletne wariactwo, ale zastanów się przez chwilę, co kryje się za tymi słowami.

Czy istnieje jakiś przepis na bycie dla siebie dobrą, uniwersalna formuła, która sprawdzi się w każdym przypadku?

Bycie dla siebie kimś dobrym to dla mnie przede wszystkim akceptowanie siebie takimi, jakimi jesteśmy naprawdę, bez żadnych warunków wstępnych.  Nie, jeśli schudniemy 20 kg, czy znajdziemy partnera, lepszą pracę, czy uda nam się zrealizować jakiś projekt, bo kiedy pojawia się akceptacja mamy szanse zaprosić radość do naszego życia. Mamy szansę na cieszenie się i dostrzeganie prostych i pięknych w swej prostocie rzeczy, za które możemy być wdzięczni.

Skupianie się na tym, co mamy, a nie na tym, czego nam brakuje- to dla mnie przepis na byciu dla siebie dobrą. A mamy i to bardzo dużo.

To skupienie dotyka wszystkich obszarów naszego życia- pracy, wyglądu, relacji.  Koncentrujemy się na tym, że wciąż mamy za mało:  pieniędzy, czasu, talentów, zdrowia; nie mamy odpowiedniej figury, nosa, głosu.  Koncentrujemy się na braku, cały dzień przeżywamy z poczuciem pustki, żyjemy w poczuciu niedostatku, bo przecież nie jesteśmy wystarczająco dobre. ładne mądre, nie mamy wystarczająco tego i owego. A życie w poczuciu niedostatku jest tak naprawdę bardzo smutnym życiem.

To, co bardzo mnie ciekawi to moment, w którym odchodzimy od dbania o siebie. Moment, w którym powoli rozrasta się w nas przekonanie, że może nie jesteśmy tak bardzo ważni. Bo każdy z nas przychodzi na świat z umiejętnością troszczenia się o to, czego potrzebuje. Już od urodzenia płaczem przywołujemy matkę, wyciągniętymi rączkami domagamy się bliskości,  tupiemy nogami, aby wyrazić swój sprzeciw. Jednak wraz z dorastaniem powoli ta umiejętność zanika.  Dokonujemy wyborów, za niektóre jesteśmy karani, za inne nagradzani. Wraz z negatywnymi przekonaniami pojawiają się decyzje oparte właśnie na nich. Zamiast zdrowego egoizmu pojawia się mocna potrzeba spełniania cudzych oczekiwań- aby być akceptowanym, aby zaskarbić sobie czyjeś względy, aby czuć się potrzebnym i kochanym. A to już jest działanie na swoją szkodę. Każda z nas ma inną historię, inne doświadczenia i ten moment przejścia od dbania o siebie po rezygnację z tego mógł mieć inne przyczyny i inny czas. Warto się zastanowić, co takiego wydarzyło się w naszym życiu, że zrezygnowaliśmy z siebie tak naprawdę, że zaczęłyśmy sobie szkodzić. A jeszcze ważniejsze od wyłapania tych kluczowych momentów z przeszłości jest zastanowienie się, jak możemy to zmienić? Jak możemy być dla siebie dobre?

Zdarza się, że nasze decyzje podyktowane są miłością lub lękiem. Zostajemy w rodzinnym domu, aby opiekować się rodzicami całkowicie wyzbywając się swego życia, rezygnujemy z pracy, bo mąż nie chce, abyśmy pracowały, poświęcając lata na opiekę nad dziećmi zapominając o sobie, w przekonaniu, że na tym polega rodzicielska miłość.

To, co początkowo może mieć sensowne uzasadnienie z czasem staje się ciężarem nie do udźwignięcia. Narasta w nas poczucie pustki, rezygnacji, rozczarowania. Bo na dłuższą metę nie takiego życia chcieliśmy dla siebie. Bo nagle się okazuje, że dzieci wyfruwają z gniazd i nie mamy nic, a co gorsza nauczyłyśmy te dzieci poświęcania się, a nie troski o siebie. Pewnego dnia budzimy się z poczuciem że jest już za późno, bo szansa na pasjonującą i rozwojową pracę odeszła w zapomnienie. Rezygnowanie z siebie za cenę bycia kochaną to ogromne ryzyko i kiepska lekcja dla naszych bliskich.

 

Jak możemy na nowo nauczyć się bycia dobrą dla siebie?
  1. Zadawaj pytania nastawione na zmianę: czy droga, którą idziemy jest rzeczywiście nasza? Czy prowadzi do miejsca, w którym chcemy być? Czy podejmując tę decyzję kieruję się lękiem, czy odwagą? Czego potrzebuję w tym momencie, aby osłabić niepokój? Czego potrzebuję w tym momencie, aby zadbać o siebie?
  2. Prowadź dziennik. Spisywanie swoich myśli ma terapeutyczna moc i pozwala się przyjrzeć temu, co doświadczamy.
  3. Praktykuj wdzięczność. Pewnie sobie myślisz- „taaaa, słyszałam to już wiele razy”. Jeśli nie chcesz nic zmieniać w swoim życiu to nie próbuj. A jeśli naprawdę chcesz dostrzec zmianę to załóż dziennik i każdego dnia zapisuj rzeczy, za której jesteś wdzięczna. Jeśli nie chcesz pisać, rób zdjęcia.
  4. Zadbaj o wsparcie. To, jakimi ludźmi się otaczamy ma ogromny wpływ na masze samopoczucie, ale również na życiowe wybory. Otaczaj się ludźmi, którzy nie będą podcinać Ci skrzydeł, tylko słuchać, wspierać i być przy Tobie, kiedy tego potrzebujesz.
  5. Wyznaczaj granice. Jeśli chcesz, aby inni Cię szanowali i nie ranili Twoich uczuć, musisz jasno komunikować swoje potrzeby, „co jest ok, a co nie jest ok”.
  6. Rób coś tylko dla siebie. Zapisz się na zumbę, kurs malarstwa, czy wykup karnet do kina. Strzeż tego czasu najlepiej, jak potrafisz.
I ostatni punkt- 7- zamiast wciąż oglądać się za siebie, patrz pod nogi.

Może Cię to zdziwi, ale nie mamy mocy naprawienia zdarzeń z przeszłości. Każda z nas popełniała błędy i będziemy je popełniać. Każda z nas wylała morze łez i pewnie nie raz jeszcze łzy popłyną po naszej twarzy. Każda z nas wstydziła się tego, co zrobiła, czy powiedziała.  Zamiast ślęcząc nad przeszłością z dociekliwością badacza, skup się na tym, co teraz. Na wyborach, które podejmujesz, na relacjach, które budujesz, na tym, czym żywisz swoje ciało i duszę. Patrz pod nogi. Jestem pewna, że obie nie raz jeszcze zaliczymy upadek (ot, życie), ale otrzepiemy kolana i ruszymy dalej, zostawiając ten upadek za sobą. Czy wymaga to pracy nad sobą? Owszem, ale to praca, która jest warta tego. 

I jeszcze jedno…

Bezpieczne jest przekonanie, że na wszystko mamy czas, że chcieć to móc.  Chcemy wierzyć, że wszystko jeszcze przed nami, że mamy jeszcze czas, ale rzeczywistość jest zgoła inna. Czas płynie nieubłaganie. Pewnych decyzji nie jesteśmy w stanie podjąć dwukrotnie, zawrócić i przeżyć życia raz jeszcze. To nie możliwe. W tym również mieści się dla mnie kolejny fragment definicji bycia dla siebie kimś dobrym- danie sobie prawa do decyzji i wyborów opartych na tym, czego naprawdę chcemy, danie sobie prawa do  decyzji niepodszytych lękiem, ale otwartością i zaufaniem do siebie.

 

 

A co znaczy bycie dobrą dla Ciebie?

Daj znać w komentarzach poniżej, a jeśli uważasz,że

to o czym mówię może się komuś przydać ślij śmiało w świat.

Pin It on Pinterest

Share This