Bezpieczeństwo. Lubimy je. Znamy dobrze. Nie chcemy go tracić.

I żeby była jasność, nie ma w tym nic złego. Problem pojawia się wtedy, kiedy ta potrzeba, raz za razem, staje nam na drodze do życia, które chcemy mieć. Do życia, za którym tęsknimy, o którym marzymy, na które czekamy.

A ja byłam ogromną fanką bezpieczeństwa. I pewności. Oj, jak ja tę mieszankę uwielbiałam. W każdym obszarze. W relacjach, w pracy, w domu. Aż wpadłam w pułapkę, w którą wpadają również osoby, z którymi pracuję, które spotykam na swojej drodze. I o tej pułapce zaraz Ci opowiem, ale pozwól, że najpierw zadam Ci pytanie: dlaczego robisz to, co robisz?

Zastanawiałaś się kiedyś?

Odpowiedź na to pytanie może pootwierać pewne furtki i pozamykać niepotrzebne okna. Niestety, prawdziwy motyw naszych działań omijamy szerokim łukiem. Dlaczego rezygnujesz z jakiegoś wyzwania, z jakiegoś działania? To dlaczego jest tutaj kluczowe!

Czy za rezygnacją stoi…

…potrzeba odpoczynku

…potrzeba wyciszenia

…potrzeba zaopiekowania się sobą

…chęć bycia z bliskimi

…potrzeba regeneracji

…potrzeba zaleczenia ran

 

A może bardziej prozaicznie…

…strach

…lęk przed krytyką

…lęk przed odrzuceniem

…wstyd

…ból

….złość

 

Mam nadzieję, że widzisz, że różnica jest KOLOSALNA i prowadzi do dwóch różnych rezultatów. W pierwszym przypadku: uczymy się zaufania do siebie, szacunku własnych potrzeb, wyznaczania granic, życia w zgodzie ze sobą. A w drugim… no cóż wzmacniamy coś, co ja nazywam mięśniem ucieczki. Im częściej go używamy, tym silniejszy się staje. I to samo dotyczy odwagi! Kiedy naszym działaniem kieruje lęk, czy wstyd, to nigdy, przenigdy nie włożymy całego serducha w to, co robimy! Bardziej wędrować bardziej okrężną drogą…

Nie pokażemy siebie naprawdę, tylko okrojoną wersję lub tą bardziej dopasowującą się.

Nie wykorzystamy w pełni naszych możliwości, tylko połowicznie zaangażujemy się w pracę.

Nie będziemy budować relacji opartych na szczerości i zaufaniu, ale lęku przed odrzuceniem.

Na tym jeszcze nie koniec!

Teraz zaczynają się schody, bo jest jeden mały myk, który robimy!

Wróćmy do pułapki, o której wspomniałam na wstępie. Są takie 3 zdania, które uwielbiamy: nie mam czasu, jestem taka przepracowana, jestem tak zajęta. Zmęczenie staje się stylem życia, i o zgrozo bardzo często wymówką. Niemalże doskonałą. Bo z przepracowaniem, brakiem czasu i byciem zawsze zajętym, nikt nie dyskutuje. To jest na czasie, wpisuje się w rytm świata.

A gdybyśmy tak wzięli nasze zachowania pod lupę to mogłoby się okazać, że nie o przepracowanie, nie o czas, nie o bycie zajętą tu wcale chodzi.

Odświeżanie co trochę poczty, sprawdzanie fb, mycie okien, czy sprzątanie za kogoś (bo kto, jak nie my, zrobi to tak dobrze), niezdrowe jedzenie, podtrzymywanie relacji, które okradają nas z energii. Mogłabym dłuuuuugo wymieniać.

Zmierzam do tego, że często my sami to zmęczenie sobie tworzymy! Biorąc na siebie zbyt dużo, znieczulając swoje emocje, nie wyznaczając granic, odkładając na później, nie określając priorytetów, pijąc hektolitry kawy (no dobra, przyznaję, bez niej żyć nie umiem 😉). Ten tryb zajęcio-brakoczasowo-przepracowaniowy  (jestem pewna, że jest takie słowo 😉) staje się nawykiem. Nie potrafimy inaczej funkcjonować. I ten nawyk podtrzymuje nasz brak działania. Można pokusić się o stwierdzenie, że spełnia swoją funkcję. Wszystko, co robimy jest po coś- nie chodzi mi tutaj o lekcje, które nam daje, ale o to, że za każdym naszym działaniem, kryje się jakaś intencja, jakaś potrzeba. A jakże trudno praktykować odwagę, realizować ważne dla nas sprawy, kiedy nie mamy na to siły. Żadnej siły.

Gdziekolwiek się udaszzabierasz tam” (Neil Gaiman)- znasz zapewne te słowa, prawda?

Co raz częściej skłaniam się ku myśli, że w tych chwilach, w których odchodzimy od siebie, to ta bezpieczna przestrzeń, której tak potrzebujemy, znika. Bo ten wybór zaczyna nas uwierać, jak kamyk w bucie, możemy iść z nim dalej i udawać, że nie boli, że nie ociera, że wygodnie. Ale on jest. I zostawia ślad nie tylko na naszym ciele, ale też umyśle, czyniąc naszą dalszą drogę niemożliwą do przejścia. Przynajmniej w takiej formie, która ma wiele wspólnego z radością, poczuciem spełnienia, dumą, szacunkiem do siebie. W tej bezpiecznej strefie, którą potrzebujemy, aby regenerować siły, aby wylizywać rany po upadkach, aby nabrać dystansu, robimy taką małą dziurkę, z której powoli ulatuje powietrze. Zapominając, że równowaga nie polega na przebywaniu cały czas w strefie komfortu (ta wtedy staje się miejscem bólu), czy cały czas na arenie praktykując odwagę (co prowadzi do wyczerpania naszych zasobów). Niech będzie to spacer, raz w jedną, raz w drugą stronę.

Są takie dwa ważne słowa na tym etapie: uważność i szczerość. Uważność na siebie i brutalna szczerość względem siebie:

Czy rezygnuję, bo naprawdę jestem zmęczona i potrzebuję odpoczynku?

Czy rezygnuję, bo mój styl życia doprowadza do sytuacji, w której czuję się wyczerpana?

Czy rezygnuję, bo lęk jest silniejszy?

Na tych pytaniach nie możemy skończyć! Trzeba iść dalej, głębiej: „co mogę z tym zrobić?”

 

I na koniec mam coś dla tych, którzy bezpieczeństwo kochają miłością prawdziwą!

Mam dla ciebie ćwiczenie, która pozwoli Ci ruszyć z miejsca z poszanowaniem potrzeby bezpieczeństwa. To w zasadzie takie balansowanie na granicy i rozciąganie strefy, która do tej pory była komfortowa. Pomalutku. We własnym tempie.

W psychologii mamy taki model KZP: komfort, rozciąganie, panika. I wygląda następująco:

– Strefa komfortu to strefa, w której właśnie czujemy się bezpiecznie, mamy pewność, co do własnych umiejętności.

– Strefa rozciągania- to są te małe zadania, które powodują, że strefa komfortu obejmuje sobą coraz większy obszar. Rozciągania łączy komfort z wyzwaniem.

– Strefa paniki – tego obszaru unikamy (to to, czego najbardziej się boimy zrobić).

 

Przejdźmy do ćwiczenia:

Weź kartkę papieru i coś do pisania. Pomyśl o czymś, co chcesz zrobić, ale budzi to w Tobie duży lęk. Narysuj trzy koła nachodzące na siebie (od najmniejszego do największego).

Krok 1. W wewnętrznym kole stwórz listę rzeczy, z którymi czujesz się komfortowo (wykonywanie telefonów, spotkania jeden na jeden itp.).

Krok 2. Przechodzimy do drugiego kręgu- strefy rozciągania. W jaki sposób mogę to rozciągnąć? (czyli jakie małe zadania możesz zrobić, które powiększą Twoją strefę komfortu, będą małym wyzwaniem dla Ciebie, ale nie będą budzić dużego lęku)

Krok 3.  Co wywołuje w Tobie panikę? Tutaj wpisz działania, których boisz się tak bardzo, że na ten moment ich nie wykonasz. Zadania z tego kręgu (strefy paniki) zostawiamy na późniejszy termin, bo z czasem przeniesiemy je do strefy rozciągania 😊

Krok 4. Zrób jedną rzecz ze strefy rozciągania już dziś!

 

Trzymam kciuki za rozciąganie! 

Magda

P.S. Zostaw ślad po sobie. Dobrymi rzeczami warto się dzielić, więc puść tekst w świat.